środa, 18 lipca 2018

Jak przygotować się do współpracy z architektem wnętrz ?





Temat pozornie błahy i niepotrzebny, bo dlaczego mielibyśmy się przygotowywać ;) przecie przyjdzie pani/pan architekt i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zaprojektuje nam wymarzone mieszkanie/dom, następnie bezproblemowo i w tanecznych pląsach przeprowadzi przez proces zakupów i realizacji projektu, aż do punktu kulminacyjnego czyli efektu "wow" na twarzach znajomych.

Nie ma tak łatwo.


Świadomy i dobrze przygotowany klient to krok milowy w procesie projektowym.




Jak więc przygotować się do współpracy?
Po pierwsze trzeba znaleźć


  • odpowiednie biuro projektowe.



Wbrew pozorom  nie jest to takie proste .
U nas, w Polsce wciąż najpopularniejsza metodą na znalezienie fachowca jest tzw. polecanie. Metoda jak najbardziej skuteczna i dość bezpieczna.






Im więcej klientów zadowolonych ze współpracy tym więcej poleceń i zleceń ;). Ważne jest by oprócz zapewnień o rzetelności i wielkich umiejętnościach zapoznać się z projektami i realizacjami danego biura.

Nie polecam natomiast korzystania z ofert wykonania "darmowego" projektu przez różnej maści salony sprzedaży materiałów wykończeniowych i wyposażenia. Nie mówię, że nie zdarzają się tam rzetelni projektanci ( jak znacie takie projekty to pokażcie ;)), ale zasadniczo robi się tam projekt po to by upchnąć w nim jak najwięcej elementów, które dany salon chce sprzedać, a nie po to by klientowi żyło się w takiej przestrzeni dobrze, funkcjonalnie i miło.
Nie ma nic za darmo.
Naprawdę.


  • budżet


Możecie stukać się w czoło, ale zdarzają się klienci, którzy spraw finansowych w ogóle nie przemyśleli, albo zrobili to dość powierzchownie.
A jest to przecież sprawa fundamentalna!
Jak architekt wnętrz ma przystąpić do projektowania, dobierania elementów wyposażenia i innych materiałów wykończeniowych jeżeli nie wie jakim budżetem dysponuje inwestor?
Lampę można przecież kupić na pchlim targu za 10 złotych ( uwielbiam!::) albo za 20000 tysięcy i więcej.


  • odrobić lekcje


A tak.
Zanim rozpocznie się współpracę z biurem projektowym warto zastanowić się nad paroma rzeczami:

1. Jaką funkcję ma pełnić projektowana przestrzeń ( dla ilu osób, i na jaki czas).
 Co musi w niej znaleźć się na pewno, a co niekoniecznie, ale mogłoby być.
2. Jaka estetyka, styl  nam odpowiada, jakie preferujemy kolory, materiały ( polecam przejrzenie paru magazynów wnętrzarskich i wybranie wnętrz, które budzą szczególnie pozytywne emocje).




  • czas i zakres prac


Zasada jest prosta: im szybciej rozpocznie się prace projektowe tym lepiej dla inwestycji. Idealnie by było gdyby architekt mógł rozpocząć swoje prace już w trakcie planowania/budowania inwestycji. Nie zawsze jest to możliwe, wiadomo, ale jeżeli jest możliwe to należy to wykorzystać.
(Nie raz nie dwa zdarzało mi się zmieniać "świeżo" położoną instalację elektryczną, bądź dokonywać zmian w instalacji wodno-kanalizacyjnej).


Kolejna sprawa to


  • zakres prac 



architekta wnętrz.
Większość biur wyodrębnia w swej ofercie 3 etapy współpracy: projekt koncepcyjny, projekt wykonawczy i nadzór autorski.
Dobrze byłoby żeby inwestor solidnie przemyślał co mu się najbardziej opłaca i na co go stać.
Często zdarza się, ze w ramach oszczędności Inwestor wybiera jedynie współpracę na etapie projektu koncepcyjnego, a potem dziwi się dlaczego efekt końcowy nie przystaje do tego co sobie na bazie otrzymanego projektu wyobraził ( i nie ma efektu "wow" na twarzach znajomych).
Godziny spędzone w salonach z wyposażeniem, ilość i różnorodność materiałów dostępnych obecnie na rynku, spotkania, rozmowy z wykonawcami, koordynowanie prac - to wszystko to ciężkie godziny solidnej pracy, która niewprawionych może doprowadzić do małego, albo i dużego rozstroju nerwowego :)


Oczywiście powyższy instruktaż jest tylko ogólnym spojrzeniem na zagadnienie, bo zupełnie inaczej projektuje się przestrzeń nową, niezamieszkałą ( stan deweloperski), inaczej wygląda sytuacja gdy remontujemy mieszkanie w którym przebywamy, a jeszcze inaczej podchodzi się do projektowania mieszkań w starych kamienicach -  to zupełnie inna bajka ( dla mnie jak już wiecie najpiękniejsza ze wszystkich ;)).





poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Korek i Potworek w muzeum





Kolejna porcja przygód Korka i Potworka z moim rysunkiem dostępna dla Was na Bajkogrodzie.
Rysowałam tę ilustrację tuż przed Wielkanocą i teraz wydaje mi się mocno pisankowa :). Zapraszam do lektury.

poniedziałek, 26 marca 2018

Pierwsze inspiracje wnętrzarskie








Czy pamiętacie jakie były Wasze pierwsze inspiracje wnętrzarskie?
(Kieruje swoje pytanie,w zasadzie do tych co na co dzień zajmują się jakąkolwiek formą projektowanie czy dekorowania - zawodowo bądź hobbistycznie :).
Ja doskonale pamiętam swoje, głównie dlatego,że w PRL-u mało było bodźców estetycznie rozwijających przyszłego wnętrzarza.
W zasadzie wcale tych bodźców  nie było.

Szczególnie w latach 80-tych.
Wokół szarość, beton i wszechobecny prostokąt. O czym pisałam w postach o BLOKOWISKACH 1 i 2.
Pism a propos designu też nie wydawano, czasem coś się trafiało z zachodu, ale zasadniczo był to towar mocno luksusowy i deficytowy.

Jedyną dostępną atrakcją przekazywaną z rodziny do rodziny z nie mniejszym namaszczeniem niż wędrujący po domach (w tym samym czasie) obraz Matki Boskiej Jasnogórskiej
był


niemiecki katalog wysyłkowy.



Pamiętam dokładnie jego zapach i własne podekscytowanie podczas wertowania cieniutkich wielokolorowych kartek.
Czego tam nie było!
Od różnokolorowych gaci i innej bielizny ( szczególnie dużo estetycznych bodźców dla wchodzących w okres dojrzewania chłopców :)), poprzez wyposażenie mieszkania w sprzęty AGD i RTV ( ekstaza dla pań domu) poprzez nieosiągalne w tamtych czasach w Polsce zabawki ( od których PRL-owska dzieciarnia dostawała bólu głowy) po kolekcje mebli, tkanin, dywanów, poduch i aranżowane z nimi wnętrza.
Styl wiadomy:


późne rokokoko lat 80-tych.



Drapowane ciężkie zasłonki, poduchy zawijane w gigantyczne cukiery, falbaniaste narzuty, feeria barw i faktur nie zawsze do siebie przystających.
Ale wtedy był to dla mnie szczyt marzeń.
Tym bardziej, że na co dzień miało się do dyspozycji pozbawione dekoracji M4 urządzone zgodnie z założeniami ( no może nieco wypaczonymi i przystosowanymi do możliwości ekonomicznych Bloku Wschodniego) protoplasty kurników czyli dziadka Le Courbusiera.
Potrafiłam więc godzinami ślęczeć nad tymi katalogami wyobrażając sobie idealne mieszkanie.







W tym samym czasie moja ciocia wraz ze swoim mężem ( Niemcem urodzonym na polskich ziemiach) wyposażała swoją wymarzoną willę.
Jak się domyślacie dostęp do niemieckich katalogów miała nieograniczony a i zakupy mogła zrealizować u samego źródła. :)
To co zobaczyłam, gdy wreszcie zaprosiła nas by pochwalić się efektem swojej pracy było materializacją moich dziecięcych  marzeń - znalazłam się nagle w samym środku nniemieckiego magazynu wysyłkowego.


Czysta magia,



która doprowadziła mnie do stanu gorączkowego, a nasz pobyt się w związku z tym  nieco przedłużył, dzięki czemu spędziłam jedną, niezapomnianą  noc w katalogowej sypialni .
Bardzo żałuję, że nie mam zdjęć z tego okresu.
Sypialnia nadal istnieje, ale została nieco przez upływ czasu i mód zmodyfikowana.

Ciocia miała chyba niezłe wyczucie kolorystyczne, bo z tego co pamiętam, pomimo całego bogactwa faktur i falban typowych dla tego okresu dominował w niej zgaszony błękit, przetykany złotymi i brązowymi wstawkami.

Dużo ciekawszy z punktu widzenia obecnej mody na vintage był ciociny salon, w którym umieściła nieco starsze meble. Szczególnie pamiętam jeden kącik z meblami  mniej więcej w tym  stylu co zestaw na zdjęciu tytułowym + kilka foteli, a to wszystko na tle oszałamiającej, wielkoformatowej tapety z widokiem jakiegoś ukwieconego parku.
Dla dziecka z blokowiska był to dosłownie raj na ziemi.

Od tamtego momentu wiedziałam, że tworzenie takich rajów to jest naprawdę


COŚ. 


A jakie były Wasze pierwsze ekscytacje wnętrzarskie?
Jestem bardzo, bardzo ciekawa takich historii.



czwartek, 1 marca 2018

Nowy Rok z Jooką :) + konkurs


WYNIKI KONKURSU - W OSTATNIM AKAPICIE POSTA.






Tradycją powoli staje się u nas spędzanie Świąt Bożego Narodzenia, Nowego Roku, a potem stycznia i lutego w stanie chorobowym.

W zeszłym roku po raz pierwszy w życiu miałam zapalenie płuc, Najmłodsza oskrzeli, a reszta pomniejsze dolegliwości.

W tym roku skład największych zdechlaków ten sam, tylko chorobami się nieco wymieniłyśmy.

Cały grudzień dzieciaki czekają na


Święta.



Bardzo lubię ten czas; wykonywanie ozdób choinkowych, rysowanie kartek świątecznych, przygotowywanie się do jarmarków Bożonarodzeniowych w szkole, robienie z dziewczynami prezentów pod choinkę ( trzeba wspomóc Świętego!), a potem nadchodzi Wigilia  i nie wiem czy to przez to napięcie, zmęczenie oczekiwaniem czy jeszcze jakieś inne niezbyt korzystne dla nas fluidy ( i nie tylko dla nas, przecie od lat Święta Bożego Narodzenia biją rekordy popularności wśród samobójców, hehe) padamy po kolei jak muchy i cały ten piękny czas spędzamy w domu, zamknięci na 4 spusty z wyjątkiem krótkotrwałych wycieczek do lekarza, na pogotowie i do apteki.

Omijają nas świąteczne wizyty u rodziny, pasterki, żłóbki, świąteczne spacery po pięknie przystrojonym Gdańsku, fajerwerki, koncerty i inne atrakcje..
Wyściubiamy nos ( wspólnie, bo pojedynczo i owszem wcześniej)  w okolicach ferii zimowych, albo jakiś czas po nich i dziwimy się, że jest już po świątecznym klimacie, nawet zima odeszła ( teraz znów wróciła) a przecież ostatnie co pamiętamy to Wigilia!

Omija nas też  zamieszanie z podsumowaniami rocznymi i postanowieniami na Nowy, Zawsze Lepszy, Rok..
A planowanie to moje hobby!

Od razu lżej na sercu się robi jak sobie człowiek wszystko porządnie poplanuje, zapisze, wymaluje i powiesi na ścianie.
To właściwie jakby się już  80 % takiego planu  wykonało.
(O takim pozytywnym planowaniu już kiedyś pisałam : "PLANNER, KTÓRY NAPRAWDĘ ODMIENI TWOJE ŻYCIE".)

Niniejszym więc oficjalnie rozpoczynam


Nowy ( wiadomo że lepszy) Rok na blogu!



(To nic, że właśnie dobiliśmy do marca ;).
A w planach na Nowy Rok była wspólna pracownia projektowa o wszystko mówiącej nazwie:

JOOKA


założona z moimi bliskimi znajomymi jeszcze z czasów studenckich.
I z tej okazji spieszę do Was z prezentem.

Musicie jedynie napisać ( w komentarzu), która z Pań na tytułowym obrazku to według Was autorka niniejszego bloga :) i polubić Design Your Home i JOOKĘ na fejsie.
( To się chyba nazywa kupowanie lajków, fuj).

Z tych osób, które prawidłowo odpowiedzą na zadane wyżej pytanie
moje dzieci wylosują szczęśliwca, któremu wyślemy jeden z wybranych plakacików A3, mojego autorstwa :

  Powodzenia!

1.



2.







PS Zapomniałam napisać do kiedy trwa konkurs.
Przepraszam Was za to serdecznie, nie mam wprawy w organizowaniu konkursów.
Do 10 marca możecie zgłaszać swoje odpowiedzi. A wyniki ogłoszę 11 marca w niedzielę.
Pozdrawiam serdecznie!

11 marca
Dziękuję wszystkim za udział w konkursie. Zaledwie 3 osoby odpowiedziały prawidłowo na pytanie.
Autorką bloga jest Pani numer 3.
A moje dzieci wylosowały  ANONIMOWĄ BASIĘ i to właśnie do niej wyślemy wybrany obrazek.
Basiu gratulacje ( za czujność) i proszę Cię o kontakt e-mailowy i podanie adresu wysyłki.
Jeszcze raz wszystkim dziękuję za udział.

piątek, 23 lutego 2018

Korek i potworek





Zapraszam na kolejną część Korka i Potworka do Bajkogrodu ( do którego po raz kolejny narysowałam ilustrację) i obiecuję, że nadrobię wkrótce braki w obecności na blogu..

Już niebawem mały konkursik w którym główną nagrodą będzie plakat A3 ( mojego autorstwa).

Bądźcie czujni!

piątek, 22 grudnia 2017

Ilustracja


Pomiędzy pieczeniem pierników bezglutenowych i glutenowych wrzucam ilustrację, którą zrobiłam wczoraj dla Bajkogrodu do kolejnego rozdziału "Korka i Potworka".

Temat może mało świąteczny, bo o wakacyjnych eskapadach.

Bardzo lubię takie rysowanie na zadany temat.
Wielce relaksujące zajęcie :).


wtorek, 12 grudnia 2017

Kartka świąteczna dla architekta






Dodam - zapracowanego :).

I nie tylko architekta.

Miewałam takie święta, na szczęście w tym roku będzie inaczej.

Komu się podoba, niech bierze i śle w świat!.

My od lat wysyłamy ręcznie robione kartki najbliższej rodzince, nie wiem czy to doceniają hehe, ale dla mnie jest to jeden z fajniejszych około-świątecznych rytuałów.

Zapraszam po kartkę TU.

czwartek, 30 listopada 2017

Idealna nazwa dla firmy/bloga? Antyporadnik.







Pewna GRUPA na Facebooku, do której należę, zainspirowała mnie do dokończenia wpisu, nad którym kiedyś pracowałam i który (po sugestiach bliskiej znajomej, że za bardzo się publicznie samobiczuję) porzuciłam.

Nie zgadzam się wprawdzie z tezą samobiczowania, nazwałabym to raczej autoironią, ale istotnie, zdarzało się, że znajomi/rodzina przeczytawszy to i owo, bardzo współczuli mi moich fatalnych klientów, kiepskich zarobków, nudnego męża i ogólnie zmarnowanego życia..

Tematem owego wpisu było szukanie/wymyślanie


idealnej nazwy dla firmy czy bloga 



i jeszcze to, że ja się chyba wybitnie do tego nie nadaję i gdyby gdzieś odbywał się konkurs na najbardziej nietrafioną nazwę to powinnam go, bez problemu wygrać.
Bo moim ( i nie tylko ) moim zdaniem jestem naprawdę dobra w te klocki.

Nazwa  obecnego  bloga


Design Your Home with me  



to przy moich wcześniejszych dokonaniach - przysłowiowy pryszcz.

(Na swą obronę dodam, że jak powstawała to przebywałam na emigracji,  nie znałam polskiej blogosfery z jej wszystkimi podobnie do mojej brzmiącymi nazwami - Design Your Home, Design Your Life, a  blog miał być NAPRAWDĘ tylko i wyłącznie o designie i to w obrazkach.


Dużo, dużo lat wcześniej, gdy rozpoczynałam swoją poważną projektową działalność chciałam być bardzo oryginalna i wymyśliłam


nazwę tak głupią, 



że jeden ze  znajomych ( chcąc mi najwidoczniej dać delikatnie do zrozumienia, że coś tu jest nie halo) umówił się ze mną na spotkanie i  z kamienną twarzą zapytał:

- Barbaro, co skłoniło Cię do nazwania w ten sposób firmy? Czy to był może Twój pseudonim w LO?

(Pseudonim z okresu studenckiego to być nie mógł, bo byliśmy razem w grupie i coś by o tym wiedział).

A drugi znajomy, gdy wręczyłam mu fakturę z moim logo i nazwą firmy, zaczął się bezczelnie krztusić śmiechem i bić z tej uciechy po kolanach ( a to wszystko przy lekko skonfundowanych wykonawcach).
Jak już się uspokoił to zadał mi pytanie, które miałam często później słyszeć :


- Czy to była Twoja ksywa w LO?



W rewanżu, (wiedząc, że nie jest w najlepszej formie psychicznej) zaprojektowałam  połowę jego kawalerskiego mieszkania na czarno ( a było to około roku 2009 i czerń nie była promowana przez Ikeę, Castoramę, Biedrę i Lidla).

Ha. To była słodka zemsta.

Projekt  wyszedł pięknie i nadal jestem z niego dumna.
( Moich obecnych i przyszłych,  klientów pragnę uspokoić, że mocno spoważniałam i złagodniałam od tego czasu i już "nie mszczę " się w ten sposób na klientach. Zresztą to nie do końca był KLIENT, raczej były bliski znajomy z którym miałam więcej spraw do rozliczenia... )

Aż w końcu udało mi się wymyślić dla mojego świeżo powstałego sklepu internetowego (oferującego zaprojektowane przeze mnie mebelki dziecięce  i inne akcesoria )


nazwę prawie idealną!



Była słodka, miła i puszysta, w sam raz dla branży dziecięcej i fajnie jak na owe czasy(2009)wyglądała:

Zewsząd spływały słowa uznania.
Gdzieś tam, nawet w jakichś gazetach się pojawiliśmy, obok prawdziwych, polskich, designerskich sław!

I tak żyłam sobie w przeświadczeniu o własnym geniuszu, aż zdecydowaliśmy się wyjechać z Polski w celu podbicia zachodnioeuropejskich rynków..
Pech chciał, że trafiliśmy do Niemiec.

A tam bardzo szybko dowiedziałam się, że moja smaczna, przytulaśna nazwa oznacza w języku niemieckim ...
stęchliznę!

(Wprawdzie pisze się ten wyraz przez "g" na końcu a nie "k", ale w wielu landach wymawia właśnie tak, jak brzmi  on po polsku.)

Także, ten tego... Zapraszam do mnie po projekty wnętrz, mebli i tak dalej, ale nie proście mnie o wymyślenie nazwy dla Waszej działalności.
No chyba, że chcecie założyć kabaret.
W takim wypadku walcie jak w dym!

PS Ostatnio znów uczestniczyłam w wymyślaniu nazwy. Na szczęście były 3 osoby i mnie przegłosowały.
Zgadnijcie przy czyjej propozycji rechotano najdłużej?


wtorek, 21 listopada 2017

"Korek i Potworek" zapraszają






na kolejną część wakacyjnej opowieści do której miałam przyjemność narysować ilustrację.
Zapraszam na 3 część przygód do Bajkogrodu TU.


poniedziałek, 13 listopada 2017

Jak znaleźć niezawodnego i dobrego elektryka - komiksowy antyporadnik



Dziś komiks okołownętrzarski.
W roli głównego bohatera i czarnego charakteru jednocześnie wystąpi ON, tzn NIEZAWODNY ELEKTRYK.
To moja ulubiona grupa wykonawców na budowach (tuż przed hydraulikami).
Zawsze dostarczają emocji i dbają o to by się człowiek nie nudził.

Biorę pod uwagę, że to JA mam tyle szczęścia i że innym takie sytuacje się nie zdarzają.
Oczywiście w przyrodzie i na budowach występują też NAPRAWDĘ niezawodni elektrycy ( pozdrowienia dla Pana Kazimierza :)) -  tylko nie zawsze są dostępni.













PS Historia prawdziwa.

wtorek, 17 października 2017

Jak wybrać idealnego zwierzaka do domu, czyli Maniek nasz kot.








Nasze dzieci, jak to dzieci od lat proszą o



jakieś domowe zwierzę.




Jako że wcześniej tułaliśmy się po świecie, potem przeprowadzaliśmy i ciągle mieszkaliśmy w tymczasowych mieszkaniach ( nadal mieszkamy) to jakiś większy, absorbujący zwierz nie wchodził w rachubę.

Wszyscy lubimy koty, wiadomo jak to bloggery, ale tu też był konflikt, bo mężowi nie bardzo pasował zestaw kot-kuweta-kupa-stół-jedzenie.



"Bo przecież kota nie wychowasz, zawsze zrobi co chce" 




(Tak na marginesie jedno z naszych dzieci nieustannie nazywa "kotem").

Długą i krętą drogą kompromisu zdecydowaliśmy się wreszcie na żółwia ewentualnie/i kanarka.
Dzieci zmęczone pertraktacjami zgodziłyby się chyba nawet na patyczaki, albo pchły, byleby jakieś zwierze w końcu z nami zamieszkało.

Wybraliśmy się więc do najbliższego sklepu zoologicznego na rekonesans.
(My dorośli głównie po to by  zorientować się  jak bardzo całe przedsięwzięcie uderzy nas po kieszeniach.)

Żółw niestety odpadł w przedbiegach  - chyba miał za mały temperament jak na towarzysza dla naszych dziewczyn.

Stałyśmy pod klatka z kanarkami różnej maści i inną skrzydlatą drobiną, gdy moją uwagę przykuł gość z irokezem na głowie, pomarańczowymi polikami  - taki raczej papugopodobny.
Łypał na nas inteligentnym okiem i ewidentnie odstawał od reszty skrzydlatej ferajny.

Tak poznaliśmy Mańka.

czwartek, 12 października 2017

Na czym polega praca architekta wnętrz?










Zawsze wydawało mi się, że na studiach, prócz  przedmiotów kierunkowych powinniśmy mieć zajęcia z psychologii.

PS  Małżeństwo przetrwało ( i nie było w tym moich większych zasług, prócz wspomnianej kuchni).

sobota, 7 października 2017

Korek i Potworek




Kolejna porcja przygód Korka i Potworka na Bajkogrodzie.
Plus moja ilustracja.
Pierwszą część prezentowałam Wam już w " Zaproszeniu do Bajkogrodu"
Zapraszam do czytania i oglądania!.



piątek, 29 września 2017

Nauka czytania - sylabowa układanka do pobrania







W to piękne piątkowe południe mam dla Was kolejną porcję sylabowej układanki do nauki czytania.
O tej niezawodnej metodzie pisałam Wam już kilkakrotnie.
Na przykład w poście " Niezawodna metoda nauki czytania - materiały do pobrania" i
"Jak szybko nauczyć dziecko czytania"

Tam znajdziecie również instrukcję jak układankę wyciąć i jak ją wykorzystywać.
Zachęcam do twórczego rozbudowania zabaw z tymi materiałami - mam informację od mam korzystających z układanki, że można ją naprawdę wykorzystać na wiele sposobów. Jednym słowem - miłej zabawy Wam życzę! ( Ale jak pogoda będzie się utrzymywać, to zostawcie układankę - nauka nie zając - i idźcie sobie na słońce!
Układankę pobierzecie TU
i TU

poniedziałek, 25 września 2017

Projekt salonu w zieleni



W piątkowym poście "Projekt salonu - znajdź różnice" pokazywałam Wam projekt salonu (w kilku wersjach) z białymi ścianami, a dziś dla odmiany w bardzo "gorącym" choć tak naprawdę zimnawym kolorku zielonym.





Który z wariantów wybieracie?
Green czy White?
Miłego poniedziałku!


piątek, 22 września 2017

Projekt salonu - znajdź różnice






Mam dziś dla Was projekt salonu, a właściwie jego fragmentu  w nieco odmiennej niż zazwyczaj, bo komiksowej formie.

Nie naszła mnie wcale żadna rysunkowa fanaberia - tylko zostałam pozbawiona dotychczasowego narzędzia pracy w sposób dość dla mnie zaskakujący.

Producent oprogramowania ( V-ray dla Rhinoceros), które lata temu zakupiłam za grube dulary mając nadzieję, że wystarczy mi do końca mojego życia i moich dzieci (wiadomo, ze pójdą w ślady mamuśki ;))oznajmił mi właśnie, że żywotność oprogramowania się skończyła ( znaczy że program żył krócej ode mnie a na oko nic mu nie dolegało- "zdrowo żył i zdrowy umarł").
A ja mam sobie kupić ewaluację ( w jakimś tam krótkim terminie), albo  na nowo licencję, albo spadać na drzewo.
Wciąż zastanawiam się, którą z opcji wybrać i czy aby nie istnieje jakaś alternatywa, a póki co trzeba coś robić.
Jak oceniacie taką photoshopową wyklejankę?
Daje radę?


wtorek, 19 września 2017

Klikbajtowe tytuły - deszcz




O! Znów udał mi się mega klikbajtowy tytuł he.
Chyba jestem mało reformowalna.
To wczorajszy komiksowy post.
Bo wczoraj tak było, ale narysowałam i zapomniałam opublikować.
Co koreluje z moimi klikbajtowymi tytułami.Haha.
Chyba udało nam się ten deszcz zaczarować, bo dziś w Gdańsku od rana było słonecznie!

czwartek, 14 września 2017

Podsumowanie sierpnia






Pewno Was nie zaskoczy pierwszy punkt mojego sierpniowego podsumowania(które jednocześnie jest też podsumowaniem lata :)), bo podobnie zaczynało się podsumowanie Lipca  i Czerwca  : )


Czyli zapasy.


Nie wiem czy jeszcze raz powtórzę taki wyczyn.
Zapowiadam moim dziewczynom, że za rok pracujemy wszystkie razem, albo kupujemy zimą ogóry z Biedry. :)

Teraz w dodatku muszę siedzieć jak na tym obrazku i pilnować zapasów, bo nieustannie znikają ;)
A miały przecie być na jałową zimę, a nie bogatą, złotą jesień!

Drugi najważniejszy sierpniowy punkt programu to :

Morze.


W tym roku pogoda nie była dla nas zbyt łaskawa, ale mieszkanie nad zatoka ma ten plus, że można wykorzystać każde 5 minut dobrej pogody.
To nasze pierwsze wakacje w Polsce po powrocie z emigracji i cieszyliśmy się nimi i na nie bardzo.
Do tego stopnia, że dziewczynom nawet nie marzyły się większe eskapady.
Głównie udawaliśmy turystów w Gdańsku i okolicach :)
Bo gdzie jeszcze traficie takie piękne widoki.
Uwaga dziś będzie "pocztówkowo" :).






środa, 6 września 2017

Zaproszenie do Bajkogrodu



Znacie miejsce pełne przeróżnych opowieści dla dzieci o baśniowej nazwie  Bajkogród?

Jeżeli nie to Was gorąco zapraszam, tym bardziej że ostatnio narysowałam ilustrację do kolejnej opowieści publikowanej na blogu. :)

Przedstawiam Wam rodzinę Potworka :

wtorek, 5 września 2017

Twoja wymarzona sypialnia




Projekt sypialni. Design Your Home with me


Rok szkolny świeżo napoczęty.
W domu wreszcie zapanowała cisza i spokój. :)
Prócz pyrkających w garze (ostatnich!) ogórów i ćwierkania ptaka ( nowy członek rodziny!) nie słychać nic.
:)
I kto najbardziej się cieszy z rozpoczęcia roku szkolonego?

Dziś chętnie zaszyłabym się w którejś z prezentowanych tutaj sypialni.
Najchętniej w tej pierwszej, na samej górze,
wraz z moją obecną bardzo niepokojącą lekturą:
Houellebecq " Uległość".

Tak, jak widać jestem masochistką, jak już leżec w wyrze to przynajmniej trzeba się trochę postresować lekturą ;).

Niestety, obowiązki wzywają, więc i lektura i sypialnia pozostaną w sferze marzeń.
Przynajmniej dziś.


A Wy? Która sypialnię wybieracie na dziś ?

2. zieloną ?




poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Niezawodna metoda nauki czytania - materiały do pobrania








W poniedziałkowy poranek mam dla Was  kolejną porcją obrazkowej układanki do nauki czytania metodą sylabową.

Jak już kiedyś wspominałam u nas sprawdza się po raz kolejny.
Moje pierwsze dziecko zaczęło sprawnie czytać gdy miało 5,5 lat.
Oczywiście samo chciało i męczyło nas byśmy pomogli w nauce.
Pamiętajcie nic na siłę. :)
To nie wyścigi.

Drugie zaczęło interesować się literkami w wieku około 4,5/5 lat, ale widzę, że cały proces nauki czytania będzie trwał nieco dłużej niż poprzednio.
Po prostu taką ma dynamikę rozwoju i tyle.
Metodę sylabową z obrazkami bardzo lubi i chętnie się  nią bawi.

TU znajdziecie instrukcję jak wyciąć i używać układankę.
Podział sylab został sprawdzony przez logopedę i filologa z bloga Bajkogród - Kamilę Posobkiewicz :).
Przy okazji porada od specjalisty :) by wpisać pod sylabami pełen wyraz. Wtedy dopiero ćwiczenie będzie pełne.
Ja już pozostawiam jak jest.
Spróbuję ewentualnie następnym razem wcielić zalecenie w życie .
Miłego tygodnia!

Pliki do pobrania TU i TU

piątek, 25 sierpnia 2017

Styl Vintage







Robiąc porządki w komputerze  natrafiłam na stary projekt  z chyba 2009 roku, no dobra  może dość nieporadny ( ach! ten róż, dziś się bym chyba nie odważyła). Zaskoczył mnie styl w jakim ten projekt został wykonany, określiłabym go " wczesny vintage" :).

Przypominam, że 2009 rok to czas gdy królował minimalizm wśród projektantów i we wszelkich magazynach wnętrzarskich.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Jaki wpływ na dziecko ma smartfon, czyli jak stworzyć Smartfonoluda









Znacie dzieci-smartfony?




Mają  zazwyczaj od 7 do 14 lat (bo potem to nie dzieci ino młodzież) i z reguły całkiem dobrze prosperujących (finansowo!) rodziców.



No i smartfona.




Najlepiej ...( wpisz sobie upragniony model :)) albo lepszego.
Ze stałym dostępem do internetu, rzecz jasna.

I konto na fejsie.
("Mama trochę marudziła, ale w końcu mi założyła").



Wiedzą wszystko.




A jak nie wiedzą to zaraz sprawdzą w necie, na wiki i Ci powiedzą.

Ze swoim misiem przytulanką-smartfusiem nie rozstają się nigdy.
Śpią z nim (bo zawsze jakaś zabłąkana koleżanka-sowa może coś napisać albo przesłać na mesendżera zdjęcie swojej pidżamki w misie-pysie),
jedzą z nim, idą z nim do toalety, sklepu, na plażę, na plac zabaw (ewentualnie, ale bez aplauzu) i w każde inne miejsce na ziemskim globie.

Smartfuś to ich najlepszy przyjaciel, anioł stróż i pocieszyciel.
Z nim czują się bezpiecznie.
Z nim czują się ważne.
Z nim najlepsza zabawa, muza, film, zdjęcia i gry.
Z nim rozwiążą każdy problem.


Ich największe przerażenie budzi brak zasięgu i wyładowująca się bateria.
Muszą być nieustannie w sieci, co parę minut sprawdzają czy ktoś do nich nie napisał, nie umieścił nowego zdjęcia itp.

Mają  "pierdyliard"  zdjęć i same już nie wiedzą kiedy  i w jakich okolicznościach zostały te zdjęcia wykonane.



Kim będą w przyszłości dzieci -smartfony?




Będą idealnym konsumentem.
Będą dzielnym pożyczkobiorcą. (No trzeba będzie mieć kaskę na nowe modele gadżetów elektronicznych i inne "niezbędne" do życia rzeczy ).
Raczej nie zostaną molami książkowymi.
Część z nich będzie miała problem ze zbudowaniem trwałej więzi z innym smartfono-ludem.
Część będzie ochoczo wpadała w inne cywilizacyjne pułapki typu:
zakupoholizm, alkoholizm, uzależnienie od gier, od informacji, od leków, od środków pobudzających, od jedzenia, od nie-jedzenia itd itp.

Jakie mogą mieć inne problemy zdrowotne, psychiczne czy społeczne trudno w tym momencie przewidzieć.

To są naprawdę fajne, często bystre i ciekawe świata dzieciaki i byłyby takie nadal gdyby nie ich rodzice -  "kochający inaczej".
(Rodzice, którzy chcą by ich dziecko miało wszystko co najlepsze, a przynajmniej wszystko to co mają inne dzieciaki).

PS
Dla kontrastu z tytułowym rysunkiem - stara ilustracja o tym jak dzieci spędzały czas w PRL-u (narysowana do posta PIESKIE ŻYCIE NASZYCH DZIECI :))




czwartek, 17 sierpnia 2017

Before and after - projekt salonu z aneksem kuchennym



See Bloggers natchnęło mnie do zrobienia porządków na moim blogu o czym Wam pisałam już w poście "Podsumowanie lipca".
W połowie tygodnia chciałabym umieszczać posty związane z designem ( tak, tak, nazwa bloga jednak do czegoś zobowiązuje ;)).
Nie wiem czy wytrwam, bo na początku blogowania narzuciłam sobie takie tempo i poległam .. :)
Dziś coś co lubicie chyba najbardziej czyli :


Before/After



Projekt  niskobudżetowy, kuchnia z Ikei była już wybrana trzeba było się do zastanej sytuacji dostosować :).











poniedziałek, 14 sierpnia 2017

Czy każdy Blogger to socjopata ?







Czy blogger to ekstrawertyk czy introwertyk?




Pisanie o sobie, pokazywanie swoich (często bardzo intymnych)zdjęć, zdjęć swoich bliskich (dzieci!), dzielenie się opiniami, przemyśleniami, wspomnieniami, marzeniami kojarzy nam się  jednoznacznie z ekshibicjonizmem.



Czy ekshibicjonista może być zatem introwertykiem?




Jacy to my jesteśmy kontaktowi, towarzyscy, otwarci, chętnie zabieramy głos w dyskusjach na każdy temat,
chętnie pozujemy do zdjęć i dzielimy się intymnymi szczegółami z ciąży, porodu, małżeńskich problemów, problemów w pracy, imprez i wypadów (np. bloggerskich ;)),

ale tylko wtedy gdy siedzimy/stoimy przed hipnotyzującym niebieskim ekranikiem, wtedy gdy mamy czas, ochotę no i zawsze możemy wytłumaczyć brak interakcji katastrofą w domu, brakiem zasięgu, burzą czy innymi mniej lub bardziej prawdopodobnymi kataklizmami ( jedno dziecię zaczęło nagle rzygać dalej niż widziało, drugie poślizgnęło się na tym i stłukło boleśnie kość ogonową, a mąż widząc to wszystko wpadł w histerię - musiałam biec wszystkich ratować i uspokajać dlatego nie oddzwoniłam do Ciebie/nie odpowiedziałam na Twoje pytanie na fejsie..)

W jakimś sensie jest to zrozumiałe, ktoś kto spędza sporo czasu online MUSI mieć problemy z nie tylko nawiązywaniem, ale przede wszystkim z utrzymywaniem towarzyskich relacji w realu, bo zwyczajnie nie ma na nie czasu, jeżeli jeszcze przy tym pracuje, ma rodzinę to musiałby się  wykazać sporym samozaparciem i niespożytą energią by jeszcze prowadzić równie intensywne co w internetach życie towarzyskie.

Czy to też nie jest tak, ze Ci którym na co dzień braknie tego czasu ( z powodów wyżej wymienionych) traktują swój blog i kontakty internetowe jako substytut życia towarzyskiego ?


Jestem przekonana, zbadałam to empirycznie na sobie i zaobserwowałam na ostatnim See Bloggers, że:


  • każdy blogger potrzebuje ciszy i spokoju do zebrania myśli,
  • większość z nas uważa swoje towarzystwo za najbardziej inspirujące :)
  • nie lubimy tłumów, preferujemy mniejsze grono ( najlepiej stałe i sprawdzone ;))
  • siły i zapał twórczy odzyskujemy w błogiej samotni
  • i jest nam z tym wszystkim bardzo  dobrze :)


Jednym słowem


czy my wszyscy jesteśmy patolami?



Myślę, że tak..:)
Ale póki nie mordują, nie krzywdzą innych - lubię patoli.:)

I ostatnie pytanie na dzisiaj:


Czy jest dla nas nadzieja?



Tak.
Wystarczy spojrzeć na tych bloggerów co to im się zasięgi rozrosły, na tych co na imprezach bloggerskich stają się PRELEGENTAMI..
Nie traćcie nadziei - powyżej iluś-tam tysięcy Unikalnych każdy blogger zaczyna się socjalizować.:)

PS
Dawno nie czułam się tak dobrze jak podczas See Bloggers - wreszcie wśród swoich!
Miłego tygodnia patole! :)






środa, 9 sierpnia 2017

Podsumowanie lipca






Kolejne podsumowanie : czyli czym żyłam w lipcu.
Pierwsze co mi przychodzi do głowy, to


ogóry.



Cały miesiąc, z drobnymi przerwami na różne inne atrakcje kisiłam ogórki.
Cała nasza rodzina wybitnie kiszonkowa więc sporo zapasów trzeba zrobić.
Nie powiem, chyba mam do tego rękę, bo ogóry znikają zanim się porządnie ukiszą, więc praca to syzyfowa dość. ;)

czwartek, 27 lipca 2017

Rysunkowa refleksja po See Bloggers 2017







Czyli moje pierwsze spotkanie z

ludźmi-smartfonami. :)


Mega przeżycie.
Nie żebym narzekała, bardzo lubię kosmitów i sama pewno do nich należę.

Pierwszego dnia nikogo nie poznałam, bo po pierwsze zostawiłam tablet w domu ;) po drugie widząc co się wokół mnie dzieje, stwierdziłam, że przetestuję czy ktoś się do mnie odezwie pierwszy, a na zachętę uśmiechałam się na prawo i lewo.
I przegrałam.
Odezwała się do mnie Pani częstująca pokruszonymi ciastkami na wielkim tablecie. (drewnianym :)).
Naprawdę nie narzekam.
Było mi bardzo miło odpocząć od codziennego, towarzyskiego życia. :)
I skupiłam się na prelekcjach i panelach dyskusyjnych ( bo na żadne warsztaty nie udało mi się zapisać, wiem, wiem kariery to ja nie zrobię w tych internetach.)

Dla mnie największą inspiracją byli Emce Kwadrat .
Wstyd przyznać, ale nie znałam ich wcześniej.
I byli tak cudownie niemedialni :), choć ich filmy bardzo medialne!
No i kończące dwudniowe spotkanie - 3 kółka Tomka T. - skradły moje serce ;).
Dziękuję wszystkim!
Pani od pokruszonych ciasteczek również.

piątek, 21 lipca 2017

Idealny prezent dla dziecka






Od lat uczę moje dziewczyny mało przydatnych rzeczy;
Na przykład tego, że fajnie jest się dzielić (a nie samemu w kącie zeżreć czekoladkę),

fajnie jest się wzajemnie wspierać (np.jak mama zastosuje odpowiedzialność zbiorową  gdy nie sposób znaleźć winowajcę w ogólnym rozgardiaszu i okrzykach " to ona!"),

że jak się jest rodzinką ( zasada dotyczy każdej  innej społeczności czy przedszkolnej, czy szkolnej) to należy mieć na uwadze innych członków stada :),

że należy szanować wzajemnie swoją pracę i nie pluć pestek na podłogę, którą właśnie ktoś przed chwilą wymył,

że nie trzeba robić i zachowywać się jak większość, tylko tak jak nam podpowiada intuicja i rozum ( w wersji dla dzieci : głowa i serce),


i że najfajniejsze prezenty to wcale nie te, za które trzeba zapłacić połowę średniej polskiej pensji  tylko te które ktoś z dużym zaangażowaniem dla nas przygotował. 


sobota, 1 lipca 2017

Jak szybko nauczyć dziecko czytania - układanka do pobrania








Pisałam Wam jakiś czas temu o naszej niezawodnej metodzie nauki czytania za pomocą kolorowych obrazków i sylabizowanych słów - TU - znajdziecie szczegóły. 

Dziś spieszę do Was z częścią przygotowywanych przeze mnie słówek dwu-sylabowych do wydrukowania.
Bierzcie i korzystajcie :).

Wystarczy je wydrukować,wyciąć (zgodnie z czarną ramką, adekwatnym obrazkiem i opisem) następnie zgiąć (zgięcie np.pomiędzy obrazkiem z kotkiem, a napisem "ko-tek" :)) skleić i przeciąć wzdłuż niebieskiej przerywanej linii - otrzymując do każdego słówka/obrazka dwuczęściowy puzzel (z jednej strony będzie część wyrazu, a z drugiej część obrazka.)

My, z moją 5-latką, jesteśmy obecnie na etapie odkodowywania słów 3-sylabowych. :)
Bądźcie czujni.
Na pewno pojawię się z kolejnym kompletem obrazków, a w przygotowaniu cały duuuży zestaw od najprostszych 2-sylabowców po wyrazy 4 a nawet 5-sylabowe :)
Polecam tę metodę, u nas już raz się sprawdziła! :)

Układanka do pobrania TU
i TU.

czwartek, 22 czerwca 2017

Imprezy, imprezy..



 Zupełnie zapomniałam się pochwalić...







Dialog autentyczny.
Wiadomo, ja to tylko mogę jeździć stoły oglądać ;).

See Bloggers to moja pierwsza impreza blogerska, zupełnie nie wiem czego się spodziewać i nie znam żadnego blogera, który tam będzie:).

W ogóle znam mało blogerów.

Także ten tego... Poznacie mnie po tym, że nie będę nikogo znać hehe.
Postoję sobie, posłucham, popatrzę a potem Was wszystkich narysuję ! haha.

środa, 31 maja 2017

Podsumowanie maja




Ostatnio coraz częściej spotykam się na moich ulubionych blogach z cyklami-podsumowaniami i pomyślałam sobie, że dlaczego by nie wprowadzić takiego comiesięcznego rytuału u siebie (np każdego ostatniego dnia miesiąca) :).


Zaczynam dziś - 31 maja - z podsumowaniem mojego ulubionego miesiąca w roku:






Maj sam w sobie jest bardzo inspirujący; ta mnogość kwitnienia, kolorów, zapachów, zmian pogodowych (Szczególnie w tym roku - śnieg, a kilka dni później upały).

W związku z tym, że wiosna nam się nieco zapóźniła  maj mieliśmy wyjątkowo obfity w atrakcje przyrodnicze.
Na początku moje ulubione kwiatki - niezapominajki, potem upajający widok rzepakowych pól i obłędnie intensywny zapach kwitnącego bzu.






sobota, 27 maja 2017

5 idealnych zabaw na plaży




Ostatnio znów mniej mnie na blogu, a to dlatego, że jestem nie tylko
Matka Blogująca, ale też często Matka Pracująca,  Matka Ogarniająca Swoje Stadko, a przez ostatnie dwa tygodnie to jestem wreszcie



Matka Plażująca.




Tak, tak - sezon u nas w pełni i to dość nieoczekiwanie.
Na początku sypnęło śniegiem, a po trzech kolejnych dniach zaczął się lać z nieba żar :).

I tak z kozaczków i futer wskoczyliśmy w sandałki i letnie sukienki ;).
Po tak długiej i męczącej jesienio-zimie ( niemal bez wiosny!) postanowiliśmy korzystać ze słońca ile tylko się da.







Mieszkając w Gdańsku możemy w 15 minut ( samochodem :))  znaleźć się na najbliższej  plaży, ale my wolimy podjechać trochę dalej -  na naszą ulubioną Wyspę Sobieszewską, ewentualnie na Górki Zachodnie - równie piękne i pozbawione ( przynajmniej na razie) tłumów.

Podobno duża część gdańszczan nie korzysta z uroków mieszkania nad morzem, czego naprawdę zrozumieć nie mogę .
Wprawdzie dawno temu też kontestowałam morze - bo było za blisko i zbyt sztampowo, no i nudno :),ale to było 100 lat i parę chorób (przypuszczalnie w wyniku ciężkiego niedoboru wit D3) temu :)

Czy na plaży trzeba  leżeć i smażyć się w nieświeżym, własnym tłuszczyku jak serwowana w nadmorskich barach flądra?
Może i można, ale nie z moimi dziewczynami .
Z moimi dziewczynami to jest


ciężka,plażowa harówa :)


wtorek, 9 maja 2017

Minimalizm nie taki zły










Po ostatnim chorobowym i świątecznym maratonie ( roboczo przez nas nazwanym "chorobówką" zamiast majówki) z zasmarkaną i wiecznie wojującą ( wiem, wiem trenują przed wyjściem w " dżunglę ", ale weź to Matko i Ojcu przeżyj ;)) dzieciarnią w domu  - odszczekuję wszystko to, co napisałam na temat niechęci do minimalizmu (TU i TU).


A co.


Tylko krowa zdania nie zmienia.



Mam tak dość wszelkich walających się to tu i tam - trudnych do zidentyfikowania ( żyje to czy już zdechło?) pamiątek z plaży i lokalnych spacerów;
liści, drewienek, kijków, muszli, które raz po raz rozdeptuję ku wielkiej rozpaczy Najmłodszej( dość krótkotrwałej bo okazuje się, że ze sproszkowanej muszli można ugotować pyszny obiadek ),rysunków, obrazków, karteluszków, kikutów makiet z papieru, plasteliny, ciastoliny i tych wszystkich INNYCH drobiazgów NIE-DO-WYRZUCENIA.


sobota, 22 kwietnia 2017