poniedziałek, 12 września 2016

Jak zgubić się w kaszubskich lasach cz.2





Wakacje minęły i coraz mniej okazji do spontanicznych wypadów (szczególnie dla tych co na co dzień pełnią rolę luksusowej taksówki dla własnych dzieci :)).

Obiecałam Wam jakiś czas temu dokończenie relacji z pierwszej części "gubienia się w kaszubskich lasach", może się komuś przyda na kolejny - ponoć bardzo ciepły - weekend.

Po zupełnie nieoczekiwanym "odkryciu" i zwiedzeniu kościółka w malowniczych i słodkich :) "Lizakach" poturlaliśmy się dalej - mąż  z miną zwycięzcy ( " A nie mówiłem, że warto wyleźć z chałupy?"), a ja z lekkim poczuciem winny za wcześniejsze marudzenie.
Nie ujechaliśmy daleko gdy naszym oczom ukazała się


żuławska chata z charakterystycznym podcieniem.



I to w samym sercu Kaszub!.
Drewniana, na kamiennej podmurówce z typową ryglową wystawką wspartą na drewnianych filarach.

Uznałam to za nadprzyrodzone nagromadzenie estetycznych podarunków jak na jeden dzień i zaczęłam podejrzewać, że nasze zgubienie się lesie wcale nie było przypadkowe..

Bo nie wiem czy Wam mówiłam ( niektórym na pewno :)), że ja w takiej żuławskiej chacie to planowałam się urodzić, dojrzeć, powić moją 5 dzieci, spokojnie się zestarzeć i jako uśmiechnięta staruszka otoczona wianuszkiem wnuków i prawnuków zejść ( z tego świata ).
Ze wszystkich atrakcji pozostały mi już chyba tylko te 2 ostatnie ;).







Ośmieleni wcześniejszym sukcesem ze zwiedzaniem kościółka w Lizakach wyskoczyliśmy z samochodu i zaczęliśmy robić zdjęcia.

Po chwili ukazał się gospodarz tego niezwykłego domu, więc mąż nauczony doświadczeniem ostatnich godzin zapytał... a jakże... o drogę :).

I tak wywiązała się miła pogawędka, na tyle miła, że gospodarz zaprosił nas do środka i pokazał to i owo.
W kuchni i na piętrze znajdowały się między innymi funkcjonujące piece; jeden z nich to typowy, gdański piec kaflowy ocalały z jakiejś zdewastowanej gdańskiej kamienicy.

Sam dom został przeniesiony, patrz "uratowany" z miejsca w którym został oryginalnie zbudowany i może gdzie bardziej pasował stojąc wśród sobie podobnych, ale jeżeli dzięki temu ocalał to jestem za.
Niestety nie otrzymałam zgody na publikację zdjęć i pełną lokalizację miejsca , co doskonale  rozumiem, pokażę Wam jedynie kilka zdjęć zrobionych na zewnątrz.






I zapowiedź tego co widzieliśmy we wnętrzu tego niesamowitego domu, w którym się tak pięknie czas zatrzymał :




To wcale nie był koniec atrakcji tego deszczowego, marudnego dnia.:)

Gospodarze domu podcieniowego w sercu Kaszub polecili nam pobliski



bar "Drewutnia" w Olpuchu.



Powiem Wam, że z niejednego pieca chleb jedliśmy :), mąż to w ogóle nie lubi jadać poza domem (wiadomo,wszystko co najlepsze ma w domu ;)), ale żarełko jakie trafiło nam się w "Drewutni" naprawdę zasługuje na polecenie. :)
Każdy składnik posiłku smakował niebiańsko: i pieczony dziki łosoś i niewiarygodnie smaczna surówka z kapusty ( kilka razy domawialiśmy, bo ciągle znikała) i nawet fryty, których osobiście zwolenniczką nie jestem.
Że moje dzieci zjadły swoją porcję ryby i frytek to mnie nie dziwi, ale że biły się o kapustę?! To naprawdę coś niesamowitego.
Ostatecznie poprosiłam o przepis i spróbuję zrobić podobną  w domu, jak mi wyjdzie to na pewno podzielę się z Wami dobrą nowiną.

Morał z całego gubienia się w kaszubskich lasach niezmiennie ten sam : nie marudzić i czasami dać się porwać na wycieczkę zupełnie niezorganizowaną , nieplanowaną  i spontaniczną .
No i może nie bać się rozmawiać z ludźmi. My się trochę boimy, :) ale z tym walczymy ;)






Głodomory czekają na jedzonko :)






13 komentarzy:

  1. Zazdroszczę - zawsze chciałam zwiedzić taki dom!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, zwiedziłabym gdybym tam mogła zostać kilka godzin, a my tylko truchtem przeszliśmy przez kilka pomieszczeń zbyt nieśmiali ( bo trochę czuliśmy się jak intruzy) by pozwolić sobie na pełne podziwianie..

      Usuń
  2. Jak tam czarownie... Trzeba w plany przyszłoroczne wrzucić ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne fotki, uwielbiam takie klimaty starych chat i kościółków z drewna :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nawet nie wiesz jak uwielbiam takie miejsca. W ostatni weekend odkryłam pod Białymstokiem Majątek Howieny http://www.majatek-howieny.pl/pomigacze/. Niezwykły potencjał. Polecam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne zdjęcia. Mogłabym tam zamieszkać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudownie. To, co opisałaś potwierdza tylko moje przypuszczenia. Ja myślę, że najlepsze wakacje to takie, kiedy wsiadasz w samochód, masz wyznaczony kierunek i mniej więcej miejsca postoju. I jedziesz przed siebie/. Patrzysz, słuchasz, podziwiasz, odnajdujesz. Nie zrealizowałam jeszcze takiego planu, bo jestem z tych bardziej nieśmiałych, ale ponieważ to z wiekiem mija, to myślę, że będę szloną staruszką :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak mówisz? :) To na taką starość czekam :). Ja wcześniej uprawiałam taką turystykę :) bardzo często, dzieci trochę nas uporządkowały chyba ( głównie mnie - wiesz teraz jestem taka planująca mamuśka - obrzydliwość ;))

      Usuń
  7. Zdjęcia oddają klimat miejsca, chętnie bym się tam wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Piekne zdecia już kocham to miejsce. A ja ostatnio w lesie co prawda nie na Kaszubach zgubiłam rower. Oj co się go naszukalam, ale odnalazłam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mam pojęcia jak się zgubić, nigdy na Kaszubach nie byłam. Nie ma kiedy naprawdę zaplanować jakiś fajny wyjazd, aż mi szkoda. Tak samo do Krakowa się wybieramy rodzinką już 2 lata, w http://wsercukrakowa.pl/ widziałam super noclegi, wszędzie blisko. A w Krakowie też nie można się nudzić, jest co zwiedzać, piękna okolica. Może w 2021 będzie łatwiej się już gdzieś ruszyć.

    OdpowiedzUsuń