środa, 24 sierpnia 2016

Polska pachnie




Jabłka z naszego wakacyjnego, tymczasowego ogrodu :)


Powoli "odpoczywamy" sobie po trudach podróży i oswajamy na nowo z Polską.

Pierwsze co mnie mocno zaskoczyło to to, że


 Polska pachnie




Oczywiście, bywa, że i śmierdzi np. nasze gdańskie podwórko w ogóle się nie zmieniło przez te 3 lata i nadal cuchnie uryną ( szczególnie o tej porze roku : turyści + autochtoni + upał + piwo + wino + inne trunki). :).

Ale zasadniczo Polska pachnie.

Mieszkaliśmy ostatnie 3 lata na niemieckiej, bardzo malowniczej wsi, niedaleko krzaków bzu na ten przykład i one niemal w ogóle nie pachniały!
Otwierałam okno, a nawet okno tarasowe, w sensie takie na 2 metry, zaciągałam się i...
 nic.
A bez bujny dosłownie 10 metrów od domu rósł.
Kiedyś nawet obudził się we mnie dziennikarz śledczy i pożyczyłam od męża drabinę, postawiłam pod bzem, wdrapałam się na 5 szczebel i zaczęłam z bliska wąchać.
Zerwać się jednak nie odważyłam bo w Niemczech nie bardzo można. Tzn. nie ma oficjalnego zakazu, szczególnie jak bez "niczyj", ale nie uchodzi i nie wypada, bo to nie Twoje i nie rusz.
Boś burak, cham albo inny emigrant.

Tak się tam stresowałam, że nawet dzieciakom kwiatków polnych na wianki zrywać nie pozwalałam.:) Kwiatki to się kupuje w tym sklepie na wielkie" L ", albo "A", a czasem na "E "a nawet na "G" .
hehe
Wracając do bzu, stałam na drabinie i wąchałam i jakby, jakby coś tam delikatnie poczułam!




szczęśliwe gąski cioci Grażki :)


Jeszcze gorzej było z choinkami.
Pierwszego roku kupiliśmy śliczna taką, z leśnej szkółki, sami rąbaliśmy, sami na samochód ładowaliśmy, a w domu wraz z piękną choinką , niemal niezniszczalną i o idealnym rozstawie gałęzi zamieszkał odór kocich, za przeproszeniem, sików ...
Drugiego roku, mądrzy i doświadczeni szukaliśmy choinkowego źródła już w listopadzie .
I znaleźliśmy.
Totalna, malownicza głusza.
Las, na lekkim wzniesieniu , na barrrrrrrrdzo pięknej, rozległej polanie -  choiny.
Przeróżne.
Szukaliśmy godzinę .
Znów sami rąbaliśmy , sami na samochód ładowaliśmy , a potem czubek ucinaliśmy , bo do chałupy zmieścić się nie chciała...
Piękna była , taka nawet lekko dzika , już jakby nie o idealnym rozstawie gałęzi i w ogóle nie śmierdziała, ale też w ogóle ...
nie pachniała!
hehe



Jajo od ponoć szczęśliwej kury


przepiórcze jajo



Galaktyczne, przepiórcze jaja - nie miałam pojęcia, że mogą być tak piękne!



Pachniało za to mięsko i wędlinki.
Co dzień rano otwierałam paczuszkę, odurzona zapaszkiem  odrzucałam teatralnie głowę i wołałam : " Komu padlinki?"
Z biegiem lat coraz mniej było chętnych.
Dzieci przestały jeść, po kolei : mięso, wędliny, warzywa, nabiał i ostatecznie owoce...

Nawet im się nie dziwiłam, bo mnie również nic nie smakowało, no może z wyjątkiem jaj, które kupowaliśmy " od rolnika" - i naprawdę w ogóle nie śmierdziały!

Ja wiem,że gdzieś tam w Niemczech jest ( może!) zdrowe, normalne, pachnące jedzenie, ale ani ja ani przeciętny Niemiec go nie widzieliśmy...

A Polska pachnie .

Już jak robiliśmy siku na polskim parkingu około 100 km od granicy, każde z  naszej 4 zaciągało się i mówiło : " Ale zapach!".
A pachniało latem, skoszoną trawą , ciepłym asfaltem...

Nie wiem, może to psychika płatała  nam takie figle, ale od samego przyjazdu Polska nam po prostu pachnie i koniec kropka!.
Dzieci jedzą jak dzikie i obiady i śniadania i warzywa i owoce. Zanim włożą do ust to wąchają :) i z reguły mówią, że pachnie :).
Ja sama chodzę i wącham. I jem. I wszystko ma smak!
:)


Nasz rajski "wakacyjny"ogród


Stacjonujemy obecnie w małym miasteczku, oddalonym o 50 km od naszego Gdańska ( w miasteczku w którym spędziłam swoich pierwszych 20 -lat życia :)), w cudnym domu z ogrodem oddanym  nam w użytkowanie na ten początkowy, wakacyjny, poemigracyjny czas przez znajomą rodzinę - też emigrantów ( dość świeżych, bo zaledwie 10 miesięcznych ) i powiem Wam, że jest to dla nas raj na ziemi.

I dziękujemy po stokroć i Patrycji i Radkowi i ich cudnym dziewczynom, że mogliśmy się u nich zatrzymać
 :)

Widok z salonu!


Jabłoń zagląda nam do okien salonu, śniadamy w rajskim ogrodzie, a jedzenie jakie wkładamy do ust SMAKUJE I PACHNIE.


Jaja od szczęśliwych, polskich kur , pomidory soczyste i pachnące, smaczna cebulka i bazylia i mięta wszystko wyhodowane przez moją kuzynkę Grażkę


Czy może być lepiej? :)
Czy trzeba czegoś więcej?

Wiem, że teraz jesteśmy trochę jak na wakacjach, problemy dnia codziennego jeszcze nam głowy nie zaprzątają...
Zabawa się rozpocznie jak zaczniemy pracować.
O ile w ogóle będzie praca, :) , bo część naszej rodziny zachęca nas do pozostania w kraju mówiąc :" Zobaczycie, pół roku i będziecie znów wyjeżdżać " :).

Ale wczoraj, dziś i jutro - będziemy cieszyć się powrotem i basta. :).

Ludzie - Polacy - doceńcie to co macie!
Znaczna część Europy, może z pozoru nieco od Was bogatsza, jada i żyje na co dzień znacznie gorzej i "biedniej" od Was!

Warto było wyjechać na dłużej by to docenić.

A na zdjęciach prócz ogrodu naszych znajomych widzicie polską wieś, na którą zabrałam dzieciaki tuz po przyjeździe, żeby zobaczyły czym się różni od niemieckiej :).

Żeby zobaczyły, że jak jest jabłoń czy grusza to się owoce zbiera i przetwarza a nie pozostawia na drzewach aż spadną, a następnie wyrzuca wraz ze skoszoną trawą do odpowiedniego pojemniczka i jedzie później po skończonej pracy do pobliskiego sklepu na literę "L" po to by kupić piękne, dorodne jakby z jednej matrycy cięte, lśniące i klejące jabłuszka... :)






szczęśliwy kot :)

6 komentarzy:

  1. Dobrze, że w Polsce jest jeszcze normalnie. :D Swego czasu zrywaliśmy z mężem orzechy włoskie w mieście i nic sobie z tego nie robiliśmy, nikt nam nie zwrócił uwagi i nawet się nimi nie zatruliśmy!(bo miałam jednak trochę obaw, ale moja miłość do świeżych orzechów włoskich zwyciężyła;p)
    Wiesz, że ja też miałam podobne zapachowe przejście, ale po przeprowadzce z miasta na wieś. Bo nagle okazało się, że wszystkie warzywa i owoce mają o wiele bardziej intensywny zapach niż te co kupowałam w mieście. No ale te miastowe też jakiś miały, w Niemczech pewnie nie mają w ogóle. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam to samo co Ty ,ten zapach i smak . Polska odurza . Ja po 11 latach w przyszlym roku wracam do kraju i bardzo mi przykro jak slysze te ,,zachecajace komentarze,,. Powodzenia i niczym niezmaconej radosci z powrotu do Polski.Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ malowniczo opisałaś zapachy :) Ja to uwielbiam spacery z dziećmi i zaciągam się tym powietrzem, zapachem snopów siana, świeżej trawy. Dopiero od niedawna mieszkamy z mężem i dziećmi na wsi, w mieście nigdy nie miałam czasu na spacery i zadumę z własnymi myślami. Teraz jest zupełnie inaczej :) Uwielbiam tą moją wieś jej zapachy te ładniejsze i te niekoniecznie ładne :P Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. A mi właśnie teraz podjeżdża zapach krów. Mieszkam w dość dużym miasteczku w Szwajcarii i tutaj wiejskie zapachy to normalność :) Tak samo jak Ty boję się rwać kwiaty i przynosić z lasu cokolwiek. Niewiadomo jak reagują na takie zachowanie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. My tego na co dzień nie doceniamy, ale Polska jest tak bogata, że aż przykro słuchać tych nieprzychylnych komentarzy czy nawet patrzeć na to co się dzieje..

    OdpowiedzUsuń
  6. Mieszkam w Norwegii od 7 lat i zgadzam się z tym artykułem w 100%. My też już nie jemy kupowanych wędlin ani chleba. Owoce i warzywa to dramat. Pakowane szczlnie w folię,każde z osobna,papryka, ogórek, seler... Tak zwany zdrowy norweski łosoś z krystalicznie czystych fjordów jest nie zalecany do spożycia przez kobiety w ciąży bo jest zmutowany i toksyczny. Za każdym razem jak jedziemy do Polski, jest to wyprawa kulinarna :). W PL mamy naprawdę olbrzymi wybór produktów w sklepach w porównaniu do bogatej Norwegii. Jedyne miasto w którym jest odrobine lepiej to Oslo. Ale to stolica. Cała reszta kraju to plastik nie jedzenie.

    OdpowiedzUsuń